| |
|
|
Zdzislaw Beksinski - o artyscie
Wieslaw Ochman
Zdzislaw - Artysta i Przyjaciel
Zanim poznałem artystę Zdzisława Beksińskiego, znałem Jego
prace malarskie. "Zdzisław Beksiński" - hasło w
encyklopedii zawiera ok. 60 słów i nie określa znaczeń i tajemnic,
dotyczących zarówno sztuki, jak i człowieka. Nie wierzę w możliwość
werbalnego opisu jakiegokolwiek malarstwa, a już na pewno nie
malarstwa Beksińskiego. Trzeba się z tą twórczością zapoznać
osobiście. Doskonale zespolona z tematem forma działa na widza w
sposób metafizyczny, a istotę tego sposobu trudno ubrać w słowa.
Zafascynowany pracami Beksińskiego zrobiłem pewien wizualny
eksperyment. Ułożyłem szereg reprodukcji wspaniałych dzieł
dawnych mistrzów - Velasqueza, Tycjana, Rembranta, Boscha i innych
bliższych naszym czasom, a obok nich reprodukcje Beksińskiego. Nie
chodziło mi o porównanie, chociaż na pewno Beksiński ma wspólną
z nimi cechę, a mianowicie doskonały warsztat. Pragnąłem raczej
znaleźć potwierdzenie mojego przekonania, iż sztuka Beksińskiego
ma swój głębszym bardziej skomplikowany rodowód, niż wynikałoby
to z obiegowych opinii, iż wywodzi się głownie z surrealizmu. Wyraźnie
było widać, że atrakcyjny, ale dość ilustracyjny charakter prac
Salvadora Dali rozmija się z głęboką metafizyką prac Beksińskiego.
Z mojej układanki z niezwykłą sugestią ukazała się siła oddziaływania
sztuki Beksińskiego. Powaga ascetycznej formy, wyrafinowanej
kolorystyki i harmonii, sprawiły, że jego obrazy doskonale zaistniały
obok dzieł powszechnie uznanych za wybitne. Uświadomiłem sobie też
z radością, że dobrze się stało, że Beksiński żyje w naszych
czasach. W dawnych wiekach bowiem, wielcy malarze tworzyli głównie
"na zamówienie". Teraz, kiedy lepiej znam Beksińskiego-artystę
i człowieka, wiem, że nawet najwyższa hierarchia nie byłaby go w
stanie zmusić do robienia czegokolwiek "na zamówienie" właśnie.
Nade wszystko ceni on sobie swobodę twórczą i wolność, więc
jakieś zlecenia tematyczne nie miałyby żadnego powodzenia. Jeśli
więc w tych dawnych czasach Beksiński byłby malarzem, to pewnie
tworzyłby dla siebie, tak to w zasadzie czyni również obecnie.
Fakt, że jego obrazy znalazły powszechne uznanie na pewno go cieszy,
choć jest to jeden z tych artystów, który nie idzie na żadne ustępstwa,
a już absolutnie nie wobec siebie. Beksiński bowiem w szczególny
sposób pojmuje piękno obrazu. Dla niego piękny obraz, jeśli już używamy
takiego określenia, to taki, który jest doskonale wykonany. Prawie
nigdy w rozmowach nie omawiamy tematu jego prac. Dosyć powierzchowna
interpretacja prac Beksińskiego opiera się na czysto anatomicznym
odczytywaniu elementów tworzących ich formę. Dla mnie prace te
stanowią odtworzenie rzeźby. Może siła tego malarstwa sprawia, że
mniej postrzegam anatomiczny aspekt przedstawianych postaci, a
bardziej ich malarskie opisanie. Beksiński, w okresie, gdy
fantastyczny pejzaż stanowił często temat jego prac, opisywał też
sytuację. Coś tajemniczego, zupełnie niezrozumiałego a fascynującego
działo się w obszarze i w przestrzeni obrazu. Wytwarzał nastrój
trudny do opisania, a jednak czytelny. Malował wtedy szerzej, operując
"płaszczyznami koloru". A były to sąsiedztwa barwne o
niespotykanym wysmakowaniu i harmonii.
Wreszcie w życiu Zdzicha zjawił się komputer. Beksiński posiadł
kolosalną wiedzę na jego temat, wprawiając w zdumienie i czasem w
zakłopotanie specjalistów. Ujawniła się to szczególna cecha jego
charakteru, która powoduje, że jeśli go coś zainteresuje, stara się
poznać to "coś" możliwie dokładnie. Nie trzeba było długo
czekać, by ten wciąż poszukujący nowych form wypowiedzi artysta
wykorzystał komputer do realizowania swoich wizji i stworzył coś,
co w moim przekonaniu diametralnie różni się od typowej
"grafiki komputerowej". Beksiński korzysta z możliwości
komputera, ale zupełnie nie sugeruje się podpowiedziami programów.
Wypracował swój własny język wypowiedzi artystycznej, a komputer
jest jedynie fizycznym realizatorem wyobraźni twórcy. Każdy zauważy,
że te prace to "prawdziwy Beksiński". Zdzisław nie jest
pewien, jak powinien potraktować swoje prace komputerowe. Czy
traktować je jako unikatowe, czy też numerować jako krótkie serie,
jak grafiki. Tu ma znowu wątpliwości, bo to przecież nie są
grafiki. Cały Beksiński. Uczciwy i odpowiedzialny wobec siebie i
ewentualnych klientów.
W pewnym okresie nastąpiła u Beksińskiego diametralna zmiana w
malarskiej realizacji obrazu. Zaczął tworzyć jakby przestrzenną
siatkę z misternie poprowadzonych linii, które stwarzają wrażenie
trójwymiarowości. Nie ma tu mowy o żadnym światłocieniu.
Ograniczył też paletę barw, zawężając ją do trzech, czterech
kolorów, w rewelacyjny sposób stosując czerń i różne odcienie
szarości. Znikła z prac fabuła, której i tak przecież było
niewiele, pojawił się jeden element jako temat obrazu. Krzyż, postać,
dwie splecione w nierealnym, a jednak prawdopodobnym dla wyobraźni uścisku,
jakaś architektura, twarz, katedra, kroczące wprost na widza
monumentalne i władcze postacie kobiet.
Kiedy pytam Zdzicha, jak powstają jego obrazy, mając na myśli
tematykę, bo malarskie rozwiązania widzę i czasem mam to szczęście,
że mogę prześledzić rozłożoną w czasie ich realizację,
odpowiada, że tak naprawdę, gdy staje przed sztalugami nie wie, jaki
będzie końcowy wynik. Oczywiście jest mowa o snach i wizjach, ale
nie jestem pewien, czy one mają decydujący wpływ na ostateczny
kształt obrazu. Beksiński maluje, bo to jest jego "chleb
powszedni". Istnieje poprzez malarstwo. Traktuje je jako formę
egzystencji, a że jest to przy okazji coś, co ludzie odczytują jako
efekt pracy genialnego artysty, to go już mniej obchodzi. Zadziwiający
fenomen tej twórczości nie da się wytłumaczyć perfekcją
warsztatową czy odrębnością tematyczną. Sądzę, że jest w tych
pracach pewna energia, która powoduje, że przyciągają wzrok,
przykuwają uwagę. Fascynują zarówno dorosłych, jak i młodzież.
Beksiński-artysta ma jedną ogromną zaletę. Nie dąży za wszelką
cenę do oryginalności, nie głowi się, jak tysiące innych artystów,
nad wymyśleniem czegoś, co mogłoby zainteresować media. W
dzisiejszych czasach popularność doskonale się sprzedaje. Zdumiewające
zaś jest właśnie to, że Beksiński osiągnął sławę i sukces
artystyczny dzięki jakości swojej twórczości, omijając
pobojowiska estetyki i nihilizmu wizualnego, często kreowane na
wydarzenia. Uprawia swoje malarstwo z dala od wszelkich manifestów i
"izmów". Ma zagorzałych wielbicieli, ale są też i tacy,
którzy odrzucają jego malarstwo. Świadczy to jedynie o potędze tej
sztuki. Podejrzewam, że Zdzisław zdaje sobie sprawę, iż tworzy
malarstwo ponadczasowe i uniwersalne. Podejrzewam, bo nie sądzę, by
dyskusja na ten temat doprowadziła do jednoznacznej oceny jego własnych
osiągnięć. Na pewno jest świadomy, że tylko rzetelna, prawdziwie
perfekcyjna i unikalna twórczość przetrwa próbę czasu, który
jest najsurowszym, obiektywnym weryfikatorem i sędzią estetyki.
Problem czasu i egzystencji w nim pojawia się zresztą często w
naszych rozmowach.
Beksiński zupełnie nie odpowiada ogólnie przyjętemu wyobrażeniu o
artystach. Jest nad wyraz skromny i, nie waham się tego powiedzieć,
nieufny wobec ludzi. Może wynikać to z faktu, iż Beksiński w głębi
duszy jest pesymistą, choć w bezpośrednim spotkaniu na wszystkich
robi wrażenie niezwykle pogodnego. Beksiński chowa ten pesymizm
tylko dla siebie, choć ma to zapewne wpływ na ocenę sytuacji czy
podejmowanie decyzji. Z drugiej strony jest to człowiek o niewątpliwej
wrażliwości, który wciąż wspiera rozmaite akcje i instytucje
charytatywne, ofiarowując obrazy na aukcje.
Fizycznie nie znosi oficjalnych spotkań, tłumów, rautów. Rzadko,
bardzo rzadko daje się namówić na udział w wernisażu własnych
prac, a każdy taki wyjazd z domu jest dla niego przeżyciem. Wynika
to z tego, że Beksiński ma pewien ustalony tryb egzystencji i takie
"wypady" poza własny teren wybijają go z rytmu pracy i
codziennych zajęć. Kiedy na horyzoncie pojawiła się okrągła
rocznica jego urodzin, zaniepokoił się faktem, że ktos mógłby go
uczcić, nadając jakieś oficjalno-państwowe wyrazy uznania. W domu
niezmiennie przyjmuje wizyty w stroju, który mu najbardziej odpowiada
- dżinsy i koszula, a już sama myśl o konieczności ubrania
marynarki i krawata oraz dalsze następstwa związane z odbiorem
takiego wyróżnienia przyprawiają go o rozstrój żołądka. Chętnie
natomiast udziela wywiadów, odpowiadając na trudne i osobiste
pytania.
W postępowaniu Beksińskiego nie ma przypadkowości. Wydaje się,
jakby żałował czasu na niepotrzebne działania. Może chciałby w
jak najbardziej istotny sposób zaznaczyć swoją obecność w
granicach istnienia. Malarstwem już zapisał się na stałe w
historii, komputer zaś jest zapewne korzystnym miejscem archiwizacji
osiągnięć.
Kiedy śpiewałem w Operze Waszyngtońskiej, ukazał się właśnie
album z pracami Beksińskiego. Kupiłem kilka egzemplarzy i podczas
ostatniego przedstawienia podarowałem na pożegnanie kolegom. Wszyscy
bez wyjątku byli zaskoczeni jakością i charakterem tych prac. Jeden
z nich, patrząc na mroczny i piękny obraz powiedział: "Ciekawy
jestem, czy ten człowiek umie się śmiać". Odrzekłem, iż
jest to ktoś z ogromnym poczuciem humoru i świetnym dowcipie, że
podchodzi do siebie samego i do życia nieco ironicznie, ale kocha życie
i na pewno, gdyby można było wygrać w Totka dodatkowe sto lat, grałby
regularnie, z nadzieja na sukces.
Nie ukrywam, że Zdzisław zadziwia mnie swoją wiedzą i to nie tylko
z dziedziny malarstwa. Rozmowy o sztukach plastycznych i tak zawsze
schodzą ostatecznie na sprawy czysto techniczne. Nie ma mowy o
uniesieniach malarskich, natchnieniu, a raczej pojawia się racjonalność
malarskiego myślenia.
Ogromną rolę w życiu Beksińskiego odgrywa muzyka, jest wszędzie w
jego mieszkaniu. Zbiór nagrań mógłby wiele powiedzieć o właścicielu
tej fonoteki. Beksiński posiada ponadto ogromną wiedzę muzyczną,
wiadomości, które pozwalają mu swobodnie dyskutować na najróżniejsze
tematy. Zna kompozytorów i ich dzieła od baroku, aż po współczesnych
twórców znanych tylko nielicznym. Jego oceny muzyki są bardzo
konkretne i przekonywujące.
Na pewno Beksiński ma skomplikowaną osobowość, choć jednocześnie
jest świetnym rozmówcą i doskonałym kolegą. Nigdy, w żadnej
rozmowie nie słyszałem krytycznych uwag pod adresem twórczości
innych artystów.
Beksiński, choć jego twórczość robi wrażenie rozrachunku z
wiecznością i próbą "oswojenia" największej tajemnicy
świata, jest blisko życia i ludzi. Blisko świata, ale nie tego
gazetowego i telewizyjnego, który go niewiele obchodzi. Ma swój świat...Nigdy
nie natknąłem się u Beksińskiego na żadne gazety. Albo je czyta i
natychmiast likwiduje, albo nie są mu potrzebne, bo zewnętrzny świat,
a zwłaszcza polityka nie bardzo go interesują. Skąd zatem wie
doskonale o wszystkim? Pewnie z "największego śmietnika"
jak mówi czasem o Internecie. Na pewno jest samotny po utracie żony
Zofii i syna Tomka, ale nie sam.
Zosię zapamiętałem jako cichą, atrakcyjną szczupłą, o pięknych
oczach kobietę. Była wówczas chora i choć zdawała sobie sprawę z
sytuacji, była dzielna i przy każdym kolejnym spotkaniu rósł mój
podziw dla jej determinacji i odwagi. Zdzich zaś przez kilka lat żył
jak na wulkanie. Z jednej strony Zosia, której godziny życia biegły
szybciej, niż jakiemukolwiek innemu człowiekowi, z drugiej Tomek,
charyzmatyczny propagator awangardowej muzyki młodzieżowej, wspaniały
tłumacz angielskich dialogów filmowych, który pragnął zakończyć
swoją drogę życiową z własnej woli. Dopiero po jego odejściu
doceniłem jakość jego przekładów. On nie tylko tłumaczył, ale
także przekazywał atmosferę i nastrój, co na pewno było sprawą
bardzo skomplikowaną. Był bez wątpienia wykształconym, niezwykle
inteligentnym człowiekiem, z dużym poczuciem humoru.
Zawsze wychodzę z domu przy ulicy Sonaty mądrzejszy, bo nie tylko
zobaczyłem, nad czym Zdzisław właśnie pracuje, ale też wzbogacony
o szereg wiadomości z różnych dziedzin. Kiedy dzwonię do Beksińskiego,
pytam, jak się czuje - "No wiesz, żyję i poruszam się jak człowiek
zaawansowany wiekowo". "A co robisz?" - pytam.
"Siedzę przy komputerze i coś tam dłubię - odpowiada - ale
ten komputer pracuje wolno, powinienem go zmienić, ale jak będę
zmieniał to muszę malować, żeby taki lepszy komputer kupić, a on
w momencie kupna będzie już przestarzały, bo gdzieś akurat na świecie
pokaże się już coś o wyższym standardzie i muszę go upgradować,
a prac komputerowych jak wiesz nie sprzedaję". "A
malujesz?" - pytam dalej - "Tak, ale raczej rano, kiedy mam
dobre światło". "A co malujesz?" - "A tego to
nie wiem, jak skończę, to się okaże". Prace Beksińskiego
powstają więc czasem z gotowej wizji, czasem ze snu, a czasem z
malarskiego "błądzenia" po płycie pilśniowej.
Pewna dziennikarka zapytała mnie kiedyś, jaki jest ten Beksiński.
Genialny malarz - odpowiedziałem - którego sztuka zadziwiała już w
XX wieku, a będzie tak samo działać w XXI stuleciu i w następnych,
a przy tym normalny, ale pełen tajemnic, jak jego malarstwo, człowiek.
Tego malarstwa nie da się przetłumaczyć na język rzeczywistości,
bo jest w nim jakiś mistycyzm, w sensie oddziaływania na wyobraźnię.
Beksiński ma swoje tajemnice, których wyjaśnienie być może znalazłoby
się w jego malarstwie, ale dla odbioru tej twórczości osobiste
podteksty nie mają znaczenia. Liczy się wrażenie, a kto widział
obrazy Beksińskiego, na pewno ich nie zapomni.
W naszych rozmowach pojawia się czasem temat dotyczący znaczenia
jego dzieł. Beksiński niezmiennie odmawia komentarza, twierdząc, że
prace te nie mają jakiegoś symboliczno-moralnego znaczenia. Zgadzam
się z tym, bo Zdzisław w żadnym wypadku nie jest ani moralistą ani
symbolistą. Ponieważ jednak, jak twierdzi J. L. Borges,
"Inteligencja jest bliższa wątpliwościom niż
potakiwaniu", każdy ma prawo do własnej interpretacji tego co
widzi. Będę się więc upierał, że każdy obraz Beksińskiego ma
jakieś znaczenie, przynajmniej dla odbiorcy. Zdzisław mówi, że
malując nie starał się przekazać jakiejś obciążonej znaczeniem
myśli. Malował obraz, odpowiadający jego wyobrażeniu o urodzie
dzieła. Artysta przecież nie musi zdawać sobie sprawy, jak będzie
oddziaływała na widza jego praca.
Choć nie przepadam za intelektualno-filozoficznymi interpretacjami
obrazów, to jednak myśląc o dziełach Beksińskiego dochodzę do
wniosku, że artysta poprzez nastrój grozy, a czasem groteski buduje
złudzenie, które być może jest stacją graniczną między
istnieniem w rzeczywistości, a przejściem w niebyt, lub jak kto
woli, w wieczność.
Wieslaw Ochman
Wieslaw Ochman - swiatowej klasy tenor, wystepowal na
najslynniejszych scenach operowych swiata. Jest rowniez znawca,
propagatorem i kolekcjonerem polskiej sztuki, a takze interesujacym
malarzem. Bliski przyjaciel Zdzislawa Beksinskiego.
*Tekst pochodzi ze wstepu do albumu "Beksinski 2", wydanego
przez Wydawnictwo BOSZ w 2002 roku.
|
|
 |
|